Poloneza mieli zacząć a wjechała polka galopka.

Czyli o tym, jak nie przejmować się rozczarowaniem w relacjach.

Jako istoty społeczne, nigdy nie jesteśmy sami. Od urodzenia do śmierci funkcjonujemy wśród innych. Musimy sobie radzić z ułożeniem międzyludzkich relacji, stosunków i więzi. Potrzebujemy się nawzajem. Udane związki dają nam poczucie wartości, bezpieczeństwa i przynależności. Pozwalają otrzymywać pocieszenie, radę lub wsparcie w trudnych sytuacjach. Człowiek pragnie miłości, akceptacji, troski i zrozumienia. Chce lubić i być lubianym, kochać i być kochanym.

Czy można osiągnąć mistrzostwo w dziedzinie rozpoznawania ludzi. Czy dzięki swojej umiejętności oddzielania ziarna od plew, spędzimy życie przyjemnie, w towarzystwie osób nam serdecznych, o podobnych wartościach i poczuciu humoru? Czy na czas rozpoznamy ludzi złych, złośliwych, którzy z przyjemnością nas upokorzą i zrobią tatar z naszego serca? 

Benjamin Franklin w liście do Jean-Baptiste Leroya, w 1789 roku pisał: „Na tym świecie pewne są tylko śmierć i podatki.” Ja bym dodała, że pewne są jeszcze porażki i błędy w rozpoznawaniu intencji i natury drugiego człowieka. 

Każdy z nas ma nieco inne życiowe doświadczenia, pochodzimy z różnych rodzin, mamy wpojone przez rodziców liczne przekonania, które z wiekiem nieco weryfikujemy i dodajemy własne. W różnym stopniu cechuje nas wrażliwość i zdolność do refleksji filozoficznej, jednak wszyscy lepiej lub gorzej, staramy się ograniczać kontakt z osobami, które w relacjach są fałszywe, samolubne, niewdzięczne. Robimy to na podstawie nie tylko swoich doświadczeń, ale i przekazów czerpanych z literatury, filmów, piosenek i mądrości ludowych. Dzięki temu, w dużej mierze intuicyjnie rozpoznajemy z kim nam po drodze, a kogo lepiej omijać szerokim łukiem. Zaprzyjaźniamy się i zakochujemy w osobach, dzięki którym wzrastamy. Wygaszamy relacje z ludźmi, którzy nas zawiedli. Każdy z nas, jest w jakimś stopniu socjologiem i wydaje się, że mamy wszystko pod kontrolą, bo przecież dopuszczamy do siebie osoby, które wcześniej przesialiśmy przez gęste sito swego rozsądku i życiowych obserwacji. 

Jednak konia z rzędem temu, kto się nigdy nie przejechał na obcowaniu z drugim człowiekiem. No cóż, w społecznych relacjach – podobnie jak w przyrodzie – przyszłych zjawisk przewidzieć się nie da. 

Znamy prawa grawitacji, a nie wiemy, gdzie spadnie liść niesiony wiatrem. Mamy wiedzę ekonomiczną, a wciąż nas zaskakuje inflacja, ruchy na giełdzie i skoki cen ropy naftowej. Żaden z doktorów epidemiologii czy medycyny nie przewidział pandemii 2019 mimo, że ślęczał nad książkami i na uczelni przynajmniej dekadę. Zatem nie wpadajcie w zdumienie i nie przecierajcie oczu ze zdziwienia, gdy Wasz przyjaciel okaże się wrogiem, a wybranek serca wyjdzie po przysłowiowe mleko i jak w powieściach Zafona rozpłynie się we mgle.

„Człowiek zawsze może się zachować inaczej niż oczekujemy” – mądrze powiedział brytyjski socjolog Anthony Giddens, ale czy trzeba być naukowcem, żeby o tym wiedzieć? No chyba nie… już w piaskownicy, jako 2 letnie dzieci dowiadujemy się, że nie każdy będzie podziwiał naszą babkę z piasku. Bardzo szybko znajdzie się rówieśnik, który nam ją z przyjemnością rozwali. Później jako nastolatki spotykamy się z przemocą, pogardą, „falą”. Nasi koledzy z okresu dziecięcego mogą się niespodziewanie od nas odwrócić, wystawić na pośmiewisko, ubawić się naszym kosztem. W wieku dojrzałym zetkniemy się z wieloma rodzajami konfliktów, kradzieżami, wandalizmem. Dlaczego? 

Być może odpowiedź znajdziemy w teorii psychoanalitycznej Ericha Fromma.

Erich Fromm był niemieckim filozofem, psychoanalitykiem i psychologiem pochodzenia żydowskiego. W 1932 roku wyjechał do Stanów Zjednoczonych na zaproszenie Chicagowskiego Instytutu Psychologicznego. Po dojściu do władzy Hitlera (1933) z powodów, których łatwo się domyślić, pozostał w Stanach.

W „Anatomii ludzkiej destrukcyjności” Fromm poszukiwał przyczyn przemocy, pogardy, niszczenia, krzywdzenia oraz braku szacunku dla jednostki ludzkiej. Starał się zrozumieć istotę wszechobecnej agresji, okrucieństwa szukając przyczyn w niemożności rozwiązywania przez człowieka podstawowych problemów życia i we wrodzonej lub nabytej niezdolności do kochania. 

W człowieku może dominować orientacja biofilna (umiłowanie życia, dobra, rozwoju, twórczości) lub nekrofilna (umiłowanie śmierci, zła, destrukcji, dominacji). Spokojnie, nie chodzi o zaburzenie seksualne, jedynie to samo słowo przeniesiono na strukturę charakteru. Oczywiście osobowość bio i nekrofilityczna nie jest zerojedynkowa, jest na continuum (skali). W każdym z nas tkwi jakiś pierwiastek obydwu osobowości, problem powstaje dopiero wtedy, gdy orientacja nekrofilna zaczyna dominować nad biofilną. 

Osobowość nekrofilityczną pociąga i fascynuje wszystko, co jest martwe. Osoby takie są zimne, zdyscyplinowane, dobrze zorganizowane, cenią prawo i porządek. Charakterystyczna jest dla nich postawa przemocowa. Traktują innych przedmiotowo. Szybko się nudzą. Nie musi taka osoba od razu być przestępcą, lecz nie będzie miała problemu, aby kogoś upokorzyć, zniewolić, pozbawić godności, własności, czerpać satysfakcji z ograniczania jego autonomii.  Nie posiada empatii. (tzn. może mieć empatię poznawczą wyuczoną, ale nie ma empatii afektywnej, czyli nie potrafi współodczuwać). Ludzi dzieli na silnych i słabych, zwycięzców i przegranych, panów i sługi, orły i kury. Jest to prawdziwa perwersja: żyjąc, kocha rozpad. Fromm właśnie tak nazywa to zjawisko – syndromem rozpadu. A jego składowe to instynkt śmierci, narcyzm i kompleks Edypa. Nekrofil nie lubi żartować, organizować przyjęć, dawać prezentów, Ba!!! często zwraca do sklepu, oddaje innym lub zwyczajnie wyrzuca upominki, które sam dostał. Z niczego nie jest zadowolony. Uważa się za lepszego, sprytniejszego a reszta to stado baranów. Na przyjęcie jako gość czasem pójdzie, ale tylko dla jakiś korzyści np. prestiżu, nawiązania kontaktów, które mógłby później wykorzystać lub po prostu, żeby za darmo się najeść. Jednak szybko się znudzi i szybko wyjdzie lub (jak nie będzie mógł się ulotnić) to zepsuje zabawę innym. Będzie marudził, jękolił, stękolił, bo nie lubi, gdy inni są szczęśliwi. To działa na niego jak płachta na byka. Wyjątkowo, może dobrze się bawić, gdy przyjęcie będzie zorganizowane na jego cześć. Niestety, Ty u niego nie pożywisz się nigdy, w dosłownym i przenośnym znaczeniu tych słów.

Natomiast osoba o orientacji biofilnej dąży do ochrony życia. Kocha je w pełni, pociąga ją proces życiowy we wszystkich sferach. Uwielbia przyrodę, kwiaty, ogrody, las. Lubi budować, celebrować, zapraszać, kocha przygody. Biofil promieniuje ciepłem, serdecznością, empatią, ceni wolność i jest świadomy silnych stron własnej osobowości. Pragnie wpływać na świat przez miłość, rozum i własny przykład, a nie manipulację, siłę i kary. Cieszy się życiem we wszystkich jego przejawach, lubi sprawiać komuś przyjemność, przedkłada radość nad zwykłe podniecenie. Osoba taka uznaje etykę i stara się czynić dobro, jest wspaniałym słuchaczem, powiernikiem i potrafi kochać innych. 

Wszystko fajnie Panie Eryś, dziękujemy i idziemy dalej.

Nie będziemy się dziś zajmować rozstrzygnięciami i wnioskami do jakich Erich Fromm doszedł we wspomnianej pracy. To materiał zbyt obszerny i złożony, aby go wcisnąć w rozważania o rozczarowaniu. Generalnie polecam wszystkie książki Fromma. Są napisane ładnym, przystępnym językiem i poruszają wiele ciekawych kwestii. Jest tam analiza osobowości Stalina, Hitlera, wyjaśnienie nazizmu itp.

Chciałam tylko wspomnieć o tej tezie, bo po zapoznaniu się z nią, sprawniej można rozpoznać, z kim mamy do czynienia. Już nie będziemy zaskoczeni, gdy ktoś na parkiecie życia, zamiast dostojnie kroczyć w korowodzie par, ku naszemu zaskoczeniu, rozkręci Polkę galopkę, której kroki nie przypominają dostojnego chodu, lecz zsuwanie się z gór, szybkim cwałem, na koniu bez siodła. Nekrofile uwielbiają pęd w otchłań, a jeszcze jak się przy okazji ktoś mocno poturbuje, to będą w pełni usatysfakcjonowani. Poczują się lepiej.

Rozpoznanie człowieka nie jest łatwe, ponieważ mamy ograniczenia poznawcze. Nie znamy jego pełnej historii biograficznej, nawyków, szczegółowych informacji o wyznawanych wartościach. Nie wiemy też, w jakiej sytuacji życiowej się obecnie znajduje. Jeżeli na podstawie wiedzy jaką dysponujemy uznamy, że ktoś jest wiarygodny to udzielamy mu zaufania. Tym samym ryzykujemy wejście w relację, którą za jakiś czas możemy być rozczarowani. Liczymy na to, że ten ktoś spełni nasze oczekiwania, podejmujemy swego rodzaju zakład, który możemy przegrać. Jednak, żeby żyć w społeczeństwie, a tym samym dać sobie szansę na szczęście musimy takie zakłady podejmować.

Gdyby Krzysztof Kolumb nie próbował dotrzeć drogą morską do Indii – to by nie odkrył Ameryki. Prawda?

Świadomość tego, że podjęliśmy ryzyko pozwala nam nie cierpieć zbyt długo z powodu ewentualnego rozczarowania. Przełykamy gorzką pigułkę i idziemy dalej. Panta rei jak mawiał Heraklit z Efezu. „Wszystko przemija, jest zmienne i nietrwałe”.

Zatem Kochani! Nie przejmujcie się swoimi pomyłkami. Każdy z nas ma do nich prawo. Nielojalność, złośliwość, czy nagłe porzucenie bez jakiejkolwiek przyczyny nie jest zarzutem do nas, to problem tej osoby. Być może jest taka, bo na etapie rozwoju nie wytworzyły się lub uszkodziły w jej mózgu, niektóre połączenia neuronalne. Być może było nam dane obcować z „nomadem emocjonalnym”, a to osoby, które mają trudności z utrzymaniem stabilnych i głębokich więzi z innymi ludźmi. Często zmieniają partnerów, pracę, miejsce zamieszkania, zrywają kontakty ze starymi znajomymi, a nawet ze swoimi dziećmi. Stale poszukują nowych doznań emocjonalnych, podniet. Ich życie to kręcenie się w kółko, przeżywają cykliczne fazy bliskości i oddalenia w relacjach, zmagając się z niezdecydowaniem oraz lękiem przez zaangażowaniem. Osoby takie często unikają intymności i zobowiązań, boją się utraty niezależności.

Tak więc, wobec wielkich rozczarowań ludźmi, najlepiej zachować stoicki spokój. Marek Aureliusz, rzymski cesarz i filozof już prawie 2000 lat temu pisał, że jedyną rzeczą, nad którą mamy kontrolę to nasze własne myśli i reakcje, a nie działania innych. Od tamtego czasu, jeszcze nikt nic mądrzejszego nie wymyślił. Zamiast podchodzić do przeżytego zawodu impulsywnie i emocjonalnie, poszukajmy spokoju i ukojenia w refleksji. Gdy już sobie wszystko wnikliwie przeanalizujemy, łatwiej nam będzie zaakceptować rzeczy takimi jakie są i skupić się na przyszłości. Należy przestać tkwić w tym co było. Rozczarowanie jest już za nami i teraz będzie tylko lepiej.

 

Zapraszam do wysłuchania słów Wisławy Szymborskiej, w genialnej interpretacji Sanah. Nasza noblistka w wierszu „Nic dwa razy się nie zdarza”, przepięknie ujęła istotę przemijania, wdzięczności, pogodzenia się z rozczarowaniem i odnalezieniu piękna w umiłowaniu życia.

Magda

Hej! Mam na imię Magda. Jestem z zamiłowania i wykształcenia kulturoznawcą. Kocham naturę, podróże i sport. Interesuję się szeroko pojętą kulturą. Moją pasją jest sztuka, literatura, muzyka i film.

Dodaj komentarz