Cześć Kochani!
Dziś będzie nieco rozwiąźle!!!
he he, ale tylko jeśli chodzi o długość tego wpisu😉.
Temat jest jak najbardziej przyzwoity i mam nadzieję, że Was zainteresuje. Żarcik kosmonaucik o rozwiązłości, wynika z tego, że podobno interesują nas, czytelników, tylko tematy o seksie, przemocy i konfliktach, a inne to już mniej. Zatem jak kogoś zwabiłam tym początkiem to bardzo się cieszę i zapraszam do czytania. Tekst podzieliłam na dwie części. Jak masz mało czasu przeczytaj tylko pierwszą. Druga jest dla tych, których temat bardziej zainteresuje.
Część 1. Krajobraz dźwiękowy w naszych wspomnieniach
Przez całe moje dzieciństwo, które przypadło na schyłek okresu PRL, nie zastanawiałam się zbytnio nad tym, jakie towarzyszą mi dźwięki. Nie zdawałam sobie sprawy, że moje cielęce lata mają oprócz krajobrazu wizualnego, zapachowego i smakowego równie istotny krajobraz dźwiękowy. Dopiero po latach, gdy ponownie słyszę znane odgłosy wspominam z nostalgią przeszłość.
Pamiętam letnie burze i grzmoty piorunów, które rozbrzmiewały w powietrzu. Jedne po drugich, w rytmie szybko bijącego serca od niepokoju. Dźwięki były tak potężne, że za każdym razem można było odnieść wrażenie, że niebo właśnie pękło. A potem, po każdym błysku światła, następowała cisza, tylko po to, by za chwilę pojawiły się kolejne grzmoty. Liczyłam sekundy od błyskawicy do grzmotu, żeby oszacować jak daleko jest żywioł. Każde 3 sekundy to kilometr.
A po burzy następował kolejny moment tego spektaklu – zapach ozonu wypełniał atmosferę, ostry i świeży. Jakby miał podkreślić potęgę natury, która właśnie się objawiała. Był to zapach czystości, który pojawiał się wraz z deszczem, a jego obecność była równie fascynująca, co sam widok błyskawic rozświetlających ciemne chmury.
Emocje, które wywoływały te burze, były mieszanką strachu i podziwu. Strach, bo siła natury jest nieprzewidywalna i ogromna, a podziw, bo jest to jedno z najbardziej spektakularnych przedstawień, jakie może zaoferować nasza planeta. W tych chwilach czułam się mała i bezbronna, ale jednocześnie żywa i pełna respektu dla sił, które kształtują nasz świat. Dziś już nie boję się burz, ale nadal chętnie je obserwuję.
Spacerując po lesie, uwielbiam wsłuchiwać się w dźwięk pękających pod stopami suchych gałązek, towarzyszący na każdym kroku. Czuć się otulona szumem liści, rozedrganych letnim wiatrem. Zimą i wczesną wiosną, gdy drzewa są gołe, lubię nasłuchiwać jak ich gałęzie trzeszczą pod wpływem zimowego chłodu. Wydają wtedy dźwięki niczym stare drewniane drzwi skrzypiące na zawiasach. Te spacery po lesie przywołują wspomnienia dni spędzonych u prababci w podwarszawskiej Wesołej, gdzie czas wydawał się płynąć wolniej, a każdy moment był pełen spokoju i prostoty.
Pamiętam, jak chodziłam z prababcią wąską leśną dróżką do jej przyjaciółki pani Marii, która mieszkała gdzieś w lesie na wydmie. Oczywiście prababka nigdy nie mówiła, że idzie do przyjaciółki. W tamtych czasach chodziło się do kumy. Dziś bym tam nie trafiła, ale pamiętam, że plac przy domu Pani Marii był piaszczysty. Pamiętam doskonale, bo prababcia i Pani Maria uczyły mnie jak robić lalki z trawy i tę trawę wyrywałam z piachu.
Gdy słyszę strzelanie iskier w ognisku to w wyobraźni przenoszę się do kuchni w Wesołej, gdzie prababka gotowała dla nas różne pyszności na piecu węglowym. Z kolei słysząc dźwięki miasta, przenoszę się do rodzinnego domu, bo jako dziecko i młoda osoba mieszkałam w głośnej Warszawie. Oczywiście, dziś miasto nieco inaczej wybrzmiewa. Ulica, przy której mieszkałam przez pierwsze 10 lat mojego życia, była wyłożona brukiem. Mówiło się na taką nawierzchnię kocie łby. Zatem dźwięki przejeżdżających samochodów po takiej jezdni były bardziej drażniące niż dzisiejsze dźwięki nowoczesnych aut sunących po asfalcie. Akurat w tej kwestii zaistniała poprawa na lepsze. Zmianom uległ nie tylko rodzaj nawierzchni. ale także budowa silników. Dźwięki dwusuwów, tak charakterystyczne dla czasów PRL, dziś są rzadkością. Pewnie wielu z Was potwierdzi, że nie musieliśmy nawet odwracać wzroku, żeby rozpoznać, czy ulicą przejeżdża trabant, syrenka czy mały fiat, który zresztą nosił pieszczotliwą nazwę „kaszlak”, co może świadczyć o dźwiękach jakie wydawał. Notabene – trabant też miał liczne kąśliwe nazwy takie jak mydelniczka, kartonowy tygrys czy zemsta Honeckera. Jednak nazwy tego kultowego auta powstały bardziej z racji jego osiągów i konstrukcji niż wydawanych dźwięków.
Zatem Kochani! Przypomnijcie sobie dźwięki swojego dzieciństwa… Moje to jeszcze gwizdy sąsiada gołębiarza, który za pomocą szmaty na kiju robił swoim podopiecznym treningowe loty, to słynna polka Dziadek i zapowiedzi w kilku językach Lata z Radiem, to hejnał mariacki w południe i komunikaty o poziomie wód w Zawichoście. Odgłosy pociągów, tramwajów, deszczu dzwoniącego w parapet i ogólnie… morza szum ptaków śpiew i inne przeboje Czerwonych Gitar. Szum telewizorów o którym śpiewał Lombard. Głos Krystyny Loski, Jana Suzina, czołówka dziennika telewizyjnego i innych kultowych programów. Nocne darcie ryjców pijanych rezerwistów, którzy właśnie wyszli z wojska lub innych imprezowiczów, opuszczających dyskoteki. Słyszycie teraz dźwięki swojego dzieciństwa? Napiszcie w komentarzach.
Część 2. O ekologii pejzażu dźwiękowego
Dziś jako osoba dorosła bardziej zdaję sobie sprawę z tego, że żyję w czasach „zanieczyszczonych” dźwiękiem. Technologia i industrializacja wkroczyła już dawno w życie człowieka i spowodowała zmiany dźwiękowe naszego środowiska. Oczywiście zmiany te nie powstawały natychmiast, lecz stopniowo, wraz z rozwojem przemysłu. Nie tylko zmienia się nasz model życia, ale wraz z postępem pojawiają się w naszej przestrzeni również nowe dźwięki. Oazy ciszy są w obecnych czasach coraz mniej dostępne, rzadziej spotykane. Postęp, rozwój, nowe sposoby komunikacji, urbanizacja, automatyzacja, wszystko to sprawiło, że przestrzeń akustyczna od początku XX wieku uległa ogromnym przeobrażeniom. Hałas sąsiedzki, dźwięki wsi i miasta wciąż się zmieniają. Dodatkowo, hałas staje się dla nas coraz bardziej uciążliwy, a dla wielu wręcz nie do zniesienia. Można zauważyć, że coraz częściej, zmęczeni kakofonią, przeprowadzamy się z centrum miast na przedmieścia lub na wieś. Cisza stała się dziś deficytowa, ale osobiście uważam, że warto za nią zapłacić dłuższymi dojazdami do pracy.
Obecnie można powiedzieć, że zaistniała wręcz taka sytuacja, iż dla współczesnego człowieka nagłe pojawienie się ciszy staje się dziwne, może skutkować objawami paniki, zagubienia, wróży coś złowieszczego. Jako przykład takiego nieokreślonego dyskomfortu, przychodzi mi na myśl ukraiński muzyk Andrij Chływniuk, który w 2022 roku znalazł się dość przypadkowo na wyludnionym Placu Sofijskim w centrum Kijowa. Niespotykana cisza jaką tam zastał zainspirowała go do wykonania folkowej piosenki Czerwona Kalina. Nagranie zrobiło furorę w sieci, a artysta później mówił, że wcale nie chodziło mu o patriotyczne zachowanie, po prostu jako muzyk, chciał sprawdzić akustykę zupełnie pustego placu. Potem piosenka stała się symbolem walczącej Ukrainy i szerokim echem odbiła się w świecie muzyki (wielu artystów wykorzystało fragmenty tego wykonania w swojej twórczości m.in. Pink Floyd) Na ile ta popularność Czerwonej Kaliny Chływniuka, wynikała z okoliczności w jakich powstała a na ile z innych czynników – nie rozstrzygam. Jednak na tym przykładzie wyraźnie widać, że współczesny człowiek tak zagospodarował przestrzeń dźwiękową, że cisza staje się czymś niebywałym i dziwnym, a przerwanie jej dźwiękiem folkowej piosenki może mieć niesamowitą siłę i moc.
Mieszkając na uprzemysłowionym Zachodzie jesteśmy wplątani w sidła dźwięku i funkcjonujemy wśród niezliczonej ilości jego źródeł. Malarz Zdzisław Beksiński w jednym z wywiadów mówił, że nie znosi ciszy, zwłaszcza w dzień, i że jest gotów włączyć odkurzacz, żeby nie musieć jej znosić. Jak widać cisza potrafi wprawić umysł człowieka przyzwyczajonego do szumu w coś, co można określić za Milanem Kunderą „lekkością bytu” która w nadmiarze staje się nieznośna.
Nasza wrażliwość na dźwięki środowiska się zmienia, nie tylko przeraża nas cisza, ale i niecywilizacyjne dźwięki natury, przestają nas interesować. Oczywiście jeszcze nie wszystkich i nie wszędzie, ale jest to dość widoczne w środowisku miejskim. Idąc na spacer do parku, chcąc się odseparować nieco od dźwięków miasta, zdarza się, że nakładamy słuchawki i włączamy muzykę, zastępując jeden hałas – drugim. Multiplikujemy. Tymczasem nasza odporność na bodźce dźwiękowe wcale nie wzrasta, wzrasta tylko nasza tolerancja, a to niesie ze sobą ryzyko wielu chorób, począwszy od głuchoty a skończywszy na schizofrenii. Naukowo stwierdzone jest, że paranoja i schizofrenia częściej występuje w miastach, co może świadczyć o tym, że problem zanieczyszczenia środowiska dźwiękiem przyczynia się do rozwoju wielu chorób.
Hałas w naszej przestrzeni życiowej jest problemem progresywnym. Głośniki są ustawiane wszędzie: na basenie, plaży, w klubach fitness, w parkach czy na stokach narciarskich. Nie mamy wpływu na to, co „pakuje się” nam do uszu. Najczęściej jest to dźwiękowy fast food. Oczywiście sami się do tego przyczyniamy, bo niech pierwszy rzuci kamieniem, kto nie włączał głośnika będąc w lesie albo nie odpalał kosiarki w weekend. W sezonie letnim możemy zapomnieć, że będziemy się napawać błogą ciszą w ogrodzie. Zawsze znajdzie się jakiś mąż Haliny spod ósemki, który odpali nowo nabytą husqarnę.
Istnieje dość niewielka świadomość, że zmysł słuchu jest nadczuły, delikatny i silnie połączony z innymi zmysłami. Osobą, która zwróciła uwagę na ten problem był kanadyjski kompozytor i działacz ekologiczny Raymond Murray Szafer. Był on badaczem zjawisk audialnych i twórcą wielu inicjatyw ekologii dźwięku. Szafer wprowadził wiele nowych pojęć i terminów związanych z naszą słuchową percepcją (np. schizofonia, soundscape). Szafer zauważył, że jesteśmy tak skupieni na postrzeganiu świata za pomocą zmysłu wzroku (warstwie wizualnej), że warstwę audialną traktujemy jedynie jako dopełnienie. Pokazał, że odwrócenie tej tendencji i skupienie się na zmyśle słuchu może przewartościować nasze postrzeganie rzeczywistości. He, He…może faktycznie ciekawie by było, jakby ludzie nie patrzyli tylko na czyjąś urodę i wygląd, ale i na to, co ma ten ktoś do powiedzenia. Co prawda, wciąż jestem na etapie, że wolałabym mieć urodę telewizyjną niż radiową, ale, gdy społeczeństwo posłucha Szafera i obecne tendencje się odwrócą, być może zmienię zdanie. 😉
Szafer twierdzi, że nie szkodzą nam odgłosy przyjazne, wyraźnie słyszalne, które nie nakładają się na inne. Dźwięki natury takie jak szum wiatru, morza, drzew, czy odgłosy życia (śpiew ptaków, odgłosy zwierząt, wsi) są nam przyjazne. Natomiast dźwięki zatłoczonego środowiska, nakładające się na siebie, maskowane – są dla nas niezdrowe i utrudniają komunikację.
W refleksji nad dźwiękiem możemy także odwołać się do korelacji Boga z człowiekiem. Osobiście jako dziecko nie bardzo rozumiałam, dlaczego w kościele czy na cmentarzu musi być tak cicho. Nie zapomnę dźwięków kościoła… brzęk naczyń liturgicznych, dzwonków, smutnych pieśni kościelnych i szelest wstających z kolan lub klękających uczestników mszy. Wszystko to odbite w echu ogromnej kubatury kościoła. Echo… kościelne echo było dla mnie przerażające. Dopiero później zrozumiałam istotę tej ciszy. W języku biblii wierzyć to znaczy umieć słuchać słowa Bożego. Liczni prorocy, pragnąc usłyszeć głos Boga, oddalali się w odludne miejsca. Mojżesz udawał się na górę Synaj, żeby rozmawiać z Bogiem i tam odebrał od niego przykazania. Eliaszowi Bóg się objawił na pustyni w cichym szmerze łagodnego powiewu. Jan Chrzciciel żył na pustyni Judzkiej. Usłyszenie głosu Boga wymaga koncentracji i wyciszenia. Cisza jest potrzebna wiernym, aby dotrzeć do boskiego głosu i ucha. W końcu wg chrześcijaństwa „najpierw był chaos”. Pierwotny stan, który poprzedzał stworzenie świata. Dopiero później, dzięki religii, doszło do ustanowienia porządku nad chaosem. Cisza pozostaje narzędziem komunikacji człowieka z Bogiem. Wielu uważa, że Bóg jest najlepszym inżynierem akustycznym. Inni uważają, że jest nim matka natura. Nie ma wątpliwości, że w każdym z nas drzemie większa lub mniejsza potrzeba duchowości, wiara, że istnieje jakaś siła wyższa, ale kto i w czym ją odnajdzie, to już jego indywidualna sprawa. Jeden pójdzie się wyciszyć do Kościoła a drugi do lasu.. Dlatego teraz mam dla ciszy w kościele ogromny szacunek i zrozumienie. Staram się, zbyt częstą obecnością w Kościele tej ciszy nie zaburzać 😊. Jestem w zbiorze osób, które ukojenia szukają na łonie natury.
Wracając do rozważań nad krajobrazem dźwiękowym musimy zdać sobie sprawę, że dzisiejszy hałas może przynieść ludzkiemu ciału i jego układowi nerwowemu wiele szkód. Za szczególnie szkodliwe uznaje się dźwięki technologiczne, ponieważ są one nienaturalne i sztuczne. Natomiast dźwięki natury i życia, głos ludzki, dźwięki ludzkiego ciała nie niszczą nam uszu. Anatomia ludzka jest najlepszą maszyną i to ona powinna być wzorem doskonałości. Zauważcie, że jest cicha, a zarazem doskonale działa.
Czy mamy do czynienia z procesem, którego nie da się zatrzymać? Czy świat akustyczny wymaga remontu i sprzątania? Czy też powinniśmy zostawić te zmiany w spokoju i uznać je za naturalny proces?
Co możemy zrobić?
Uważam, że nie chodzi o to, żeby stać się całkowitym przeciwnikiem technologii, lecz jej krytycznym użytkownikiem. Powinniśmy dążyć do stworzenia nowej kultury dźwiękowej, opartej na świadomości i odpowiedzialności.
Cisza jest ważnym elementem naszego zdrowia i komfortu życia. Jak, więc można zapewnić sobie i innym spokój akustyczny?
Istnieje wiele możliwych rozwiązań, które mogą ograniczyć poziom hałasu w mieście. Niektóre z nich wymagają interwencji władz publicznych, takich jak: wprowadzenie cichych nawierzchni drogowych, budowa ekranów akustycznych, szczególnie przy ruchliwych ulicach i torach kolejowych. Można tworzyć strefy z zakazem wjazdu samochodów, ograniczenie prędkości pojazdów, stosowanie inteligentnych systemów transportowych, które zmniejszają natężenie ruchu. Ważna jest też ochrona terenów zieleni i wód, które stanowią naturalne bariery akustyczne i miejsca wypoczynku.
Inne rozwiązania zależą od nas samych jako mieszkańców i użytkowników miasta. Może to być: zamiana korzystania z samochodu na aktywne środki transportu, takie jak poruszanie się pieszo lub rowerem, co przy okazji poprawia naszą kondycję i zmniejsza zanieczyszczenie powietrza. Zamiana pojazdów i urządzeń ze spalinowych na elektryczne, kupowanie dźwiękoszczelnych okien, drzwi. Wyciszanie ścian i posadzek. Nabywanie urządzeń domowych o niskim poziomie hałasu. Ograniczanie słuchania głośnej muzyki w porze ciszy nocnej. Sprawne i szybkie przeprowadzanie remontów, koszenia trawników, które zakłócają spokój sąsiadów. Na szczęście ostatnio, dużo się mówi o zakazie strzelania w Sylwestra. To dobry prognostyk, że wzrasta szanowanie prawa do ciszy innych ludzi i zwierząt, które również cierpią z powodu hałasu.
Zatem Kochani! Zwracajmy uwagę na dźwiękowy krajobraz, który tworzymy.
Jeżeli dotarłeś do końca tego artykułu, to bardzo dziękuję Ci za przeczytanie. Jeżeli uważasz wpis za wartościowy daj łapkę w górę na FB, lub wpisz komentarz na stronie. Będę miała komunikat zwrotny na zachętę.